4 grudnia 2010

O łowieniu dorszy z plaży...

             Gdy pustoszeją bałtyckie plaże, smagane jesiennymi sztormami, wiatrami i deszczami, na przybrzeżnych, piaszczystych mieliznach gromadzą się ławice tobiaszy, nazywanych również tubisami, by odbyć gody. Za tubisami w pobliże brzegu podchodzą wiecznie głodne dorsze, by łatwo napełnić swe brzuchy tymi smakowitymi rybkami.
                               
       Raczej nie spotkamy w strefie przybrzeżnej  dwucyfrowych okazów dorszy, łowimy w wodzie o głębokości do trzech metrów, ale złowienie kilku 1-3 kilogramowych wątłuszy z piaszczystej plaży, w okolicznościach listopadowej nocy  dostarcza niezapomnianych wrażeń.
                Miejsca
      Na łowisko warto wybrać plażę na wybrzeżu wydmowym, z wyraźnie ukształtowanymi pasami piaszczystych rew, przedzielonych głębszymi rowami. Te rowy są bardzo ważne, gdyż nimi przemieszczają się dorsze w poszukiwaniu tobiaszy. Na początku dorszowego sezonu ryby łowi się przeważnie dość daleko, na spadzie drugiej rewy w stronę morza.  W drugiej połowie listopada nie warto już męczyć się dalekimi rzutami, gdyż możemy wrócić z wyprawy o kiju, a ryby w najlepsze żerowały tuż pod naszym nosem, w rowie za pierwszą rewą. Głupio to przyznać, ale gdy kilka razy po spapranym rzucie łowiłem pięknego, tłustego dorsza, a na zestaw zarzucony poza drugą rewę przez kilka godzin zero brań, to szybko poszedłem po rozum do głowy.
                                               
Okolice wybrzeża klifowego dorsze odwiedzają mniej chętnie, dno morskie w takim miejscu jest na ogół gliniasto-ilaste, często ze sporą ilością kamieni. Charakterystykę plażowej miejscówki na dorsza przedstawiam w oparciu o doświadczenia z połowów na Wybrzeżu Środkowym, w innych rejonach naszego wybrzeża preferencje dorszy mogą odbiegać od przedstawionego przeze mnie schematu.
    Analizując informacje dotyczące połowów dorszy z plaży uzyskane od kolegów lub zaczerpnięte z sieci wysnuwam wniosek, że skutecznie łowi się te ryby na odcinku wybrzeża od Jarosławca do Władysławowa, coś tam jeszcze w rejonie Trójmiasta z plaży złowiono. Hmm… czyżby na zachód od Jarosławca dorszy nie było w pasie przybrzeżnym? Sądzę, że mylny to wniosek, wszak już tuż za zachodnią granicą naszego państwa dorsze z powodzeniem się łowi na surfcastingowe wędki!
                Czas na dorsza
     Sezon połowów dorsza z plaży zaczyna się w drugiej połowie października i trwa do nadejścia mrozów mocno wychładzających przybrzeżne wody i skuwających plażę lodową okową.
Pora żerowania wątłuszy zaczyna się około godziny po zapadnięciu zmroku i trwa do północy. Zdarza się, że pierwsze brania zaczynają się jeszcze przed zachodem słońca. Trudno tu o wykazanie jakiejś regularności, w tym samym łowisku, w kolejnych dniach brania zaczynały się w różnych godzinach, bywały również dni, gdy nikt nie doczekał się jednego nawet brania, mimo że dzień wcześniej bez trudu łowiło się komplet dorszy.
Na łowisko trzeba przybyć jeszcze w porze dziennej, będzie wtedy możliwość zapoznawania się z układem rew w okolicy, w której zamierzamy łowić, oraz zbadać czy jest możliwość bezpiecznego wchodzenia do wody, jeżeli uważamy, że nie dorzucimy zestawów z brzegu w wybrane miejsce. W świetle dnia również spokojnie zmontujemy wędziska, rozstawimy podpórki i przygotujemy stanowisko wędkarskie. Gdy miejsce połowu znamy doskonale to można przybyć i po zapadnięciu zmroku, warto wykorzystać sprzyjające warunki pogodowe na szybki wypad po pracy.
Całonocny maraton na plaży o tej porze roku raczej nie ma sensu, ale warto być cierpliwym i konsekwentnie łowić w pierwszej połowie nocy, do ciepłego łóżeczka zdążymy wrócić.
Sam znam uczucie zniechęcenia i pojawiające się pytania o sens siedzenia na pustej, spowitej ciemnościami plaży, gdy chłoszcze nas wiatr i przechodzące szkwały a mija kolejna, dłużąca się godzina bez brania. Dobrym rozwiązaniem jest łowienie w towarzystwie kolegi, który zapadł na podobne skrzywienie, czyli fascynuje go morze, plaża, surfcasting. Odradzam kolesia, który w poprzedni weekend nie wyszarpał z kutra 20 kg filetów i chciałby to sobie odbić na plaży, he he… 
                Morze niespokojne
      Na największe sztuki, grube pomuchle około 70 cm dł., można liczyć w czasie uspokajania się morza po kilku dniach mocnego falowania. Przyczyna dobrych połowów jest bardzo prozaiczna i życiowa, nie ma w morzu jeszcze zestawów sieciowych, które skutecznie utrudniają rybom dotarcie na przybrzeżne żerowiska. Dobre łowiska plażowe na dorsza to również rejon doskonałych łowisk rybaków morskich, swoje sieci rozstawiają w takich miejscach już tuż za trzecią rewą.
Pisząc o „uspokajającym się morzu” mam na myśli czas, gdy fale tracą swój impet i zanikają białe grzywacze na morzu, zanika też biały pas pian przyboju na trzeciej rewie. Na drugiej rewie fale nadal łamią się z hukiem, osiągając wysokość nawet do 2 m,  pomiędzy rewami rwie dość silny jeszcze prąd wzdłużbrzeżny. Fale są jeszcze zbyt duże, aby gasnąć w rowie między drugą a pierwszą rewą, dlatego dorsze raczej unikają tego bardzo niespokojnego rejonu wody.
W tych trudnych warunkach można złowić grube dorsze, należy rzucić, poza pas przyboju, aby przynętę zaprezentować na stoku rewy od strony morza, przed miejscem gdzie wchodząca na rewę fala zaczyna mieszać wodę z piachem. Na przynętę ulokowaną w obszarze łamiących się fal nigdy nie miałem brania dorsza. Łowione w takich warunkach dorsze zawsze były mocno obżarte, w żołądkach znajdowałem od kilkunastu do przeszło trzydziestu sztuk dużych tubisów i masę mniejszych, często również różnej wielkości płastugi.
                Przy spokojnym morzu
      Najprzyjemniej łowi się przy spokojnym morzu, gdy fala nie przekracza trzechczwartych metra wysokości, brak prądów wzdłuż brzegu lub są ledwie odczuwalne a wiatr jest słaby. Po zmierzchu dorsze często zapędzają się w poszukiwaniu tubisów, w rów między pierwszą a drugą rewą, wystarczają wtedy rzuty rzędu kilkudziesięciu metrów.
                                      
Dorszowy surfcasting to bardzo aktywna metoda, nie wystarczy zarzucić zestaw, czy to bliżej brzegu czy daaaleko i czekać na łakomego dorsza, kluczem do sukcesu jest aktywne poszukiwanie ryb. Przy spokojnym morzu dobrze sprawdza się metoda „na podciąganego”, rzucamy zestaw daleko i podciągamy, wykonując jeden-dwa obroty korbką kołowrotka i chwila przerwy.
                Przynęty
       Na przynętę najlepiej nadaje się świeży tubis ( tobiasz ). To za nim dorsze przypływają pod brzeg, jest ich naturalnym pokarmem w tym okresie. Rybka ta jest dość trwałą przynętą by wytrzymać na haczyku kilka rzutów. Dobrą przynętą jest również filet ze świeżego śledzia. Być może, że sprawdziłyby się również świeże szprotki czy stynki, nie miałem okazji wypróbować skuteczności tych rybek.
 W celu pozyskania świeżego tobiasza należy wyposażyć się w podbierak z dość gęstą siatką, wejść do wody między brzegiem a pierwszą rewą i ciągnąc podbierak przy samym dnie energicznie tupać nogami cofając się w kierunku przeciwnym do wyczuwalnego prądu wody. W ten sposób bez trudu złapiemy kilka rybek, które wykorzystamy na przynętę. W okresie obfitości tubisów można nałapać trochę więcej tych rybek i zamrozić w porcjach po kilka sztuk, przydadzą się gdy będą już problemy ze złapaniem świeżej przynęty.
                Sprzęt na dorsza              
         Do połowu dorsza z plaży polecam wybrać typowe wędzisko do surfcastingu, tu feedery, karpiówki, gruntówki raczej nie sprawdzą się. Wędka powinna być dość sztywna z elastyczną szczytówką, należy unikać miękkich kijów. Kije miękkie, kije do lekkiego surfcastingu ( o cw. poniżej 150 g), jak i wszelkie namiastki wędzisk plażowych o ile sprawdzają się przy łowieniu podczas „plażowej” pogody fląderek czy leszczyków, szybko wykażą swoje wady podczas nocnych połowów dorsza jesienią.  Sztywne wędzisko z elastyczną szczytówką umożliwi oddanie naprawdę dalekich rzutów, gdy zajdzie taka potrzeba, umożliwia pewne rzuty przy silnych podmuchach wiatru, utrzymuje naprężenie linki przy mocnym falowaniu i silnych bocznych prądach. Wędzisko powinno być na tyle mocne by bez obaw można było rzucać obciążeniem 150-170 g, w trudnych warunkach tyle potrzeba, aby dorzucić i utrzymać zestaw w rejonie żerowania dorszy. Długość wędziska powinna być dobrana do fizycznych warunków i preferencji wędkującego, uniwersalną długością jest 4,2 m, osobiście preferuję trochę dłuższe wędziska. Konkretnych modeli nie będę podawał, można wybrać dobry kij za ok. 200 zł, jak i za dziesięć razy tyle.
       Kołowrotek oczywiście typowo surfcastingowy, na rynku oferta jest dość szeroka. Ważne jest, aby kołowrotek posiadał mocne przekładnie i równo nawijał linkę, przekłada to się na długość rzutu i nie powoduje przykrych w konsekwencji splątań linki.
       Linka – dla mnie tylko żyłka w surfcastingu, nie widzę żadnych zalet plecionki w tej metodzie, niemniej są koledzy, którzy wolą plecionki, więc powiedzmy, ze wybór linki zależy od preferencji wędkującego. Używam żyłek dedykowanych do metody surfcastingowej, sztywnych, konicznych o średnicy 0,28-0,33 mm z przyponem strzałowym 0,60 mm. Żyłki zmieniające kolor co 25 metrów pozwalają szybko zorientować się w jakiej odległości ulokowany jest zestaw z przynętami, po braniu możemy bezbłędnie zarzucić w rejon żerowania ryb.
                Zestawy dorszowe
      Zestawy końcowe wykonuję samodzielnie, do łowienia dorsza polecam zwykły zestaw typu paternoster z dwoma lub jednym przyponem, obciążony ciężarkiem z ruchomymi drutami.
                                   
Zestaw wykonuję z żyłek pozbawionych pamięci kształtu Amnesia, to najlepsze żyłki do zestawów i przyponów, naprawdę nie mają pamięci i o ile sami nie zwiniemy zestawu w perfidny sposób to brak jakichkolwiek zgnieceń, załamań i odkształceń na żyłce.
Na około półtorametrowym odcinku Amnesia 40 lb. wiążę stoper z grubszej żyłki lub linki Powergum, nawlekam koralik o średnicy 3-5 mm, mały krętlik do mocowania bocznego przyponu, drugi koralik i wiążę drugi stoper. Następnie mocuję klips do haczyka, ograniczam stoperami i koralikami drugi mały krętlik do bocznego przyponu, poniżej drugi klips do haczyka. Do końca żyłki pod klipsem wiążę agrafkę do zaczepienia ciężarka, powinna to być mocna agrafka z krętlikiem, do drugiego końca wiążę krętlik do łączenia zestawu z przyponem strzałowym.
Wiązane stopery mają tę zaletę, że można je przesuwać zmieniając odległość krętlików do bocznych przyponów od ciężarka, reguluje się również w ten sposób napięcie przyponu po zaczepieniu haczyka o klips.
Przypony boczne z haczykiem wykonuję z Amnesia 20 lb lub na trudniejsze warunki 25 lb, standardową długością jest ok. 30cm, przy częstych pustych braniach warto skrócić przypon do 20 cm lub nawet jeszcze krócej.
Haczyki mocne i ostre, dość duże, rozmiar dobieramy do wielkości przynęty. Polecam wyroby Gamakatsu z serii Worm lub 5213 w rozmiarach 1/0, 2/0, 3/0, nawet ledwie wymiarowy dorszyk ma wystarczająco wielką paszczę by połknąć bez problemu tej wielkości haczyk.
Prosty zestaw z dwoma lub jednym przyponem zakończonym ostrym, odpowiednio dużym haczykiem, obciążony ciężarkiem z ruchomymi drutami, mocno utrzymującym całość na dnie umożliwia pewne zacięcie biorącego dorsza. Gdy ryba chwytająca przynętę odpływa w stronę morza branie sygnalizowane jest mocnymi ugięciami szczytówki, gdy płynie w stronę brzegu branie sygnalizuje zwiotczenie linki. Zamaszyste zacięcie jest zbędne, dorsz ma już haczyk wbity w pysk, nieraz głęboko, ale często też tuż za wargą. Co ciekawe, każdy, nawet najmniejszy dorsz, podczas brania powodował wyrwanie z piasku ciężarka i otwarcie drutów kotwiczących ciężarek, nie jest to regułą przy braniu ryb innych gatunków.
Próbowałem różnych kombinacji zestawów, z przelotowym mocowaniem przyponu, typu Pulley, z długim przyponem, ale nie ma sensu komplikować sobie życia.
Prosty zestaw sprawdzał się zarówno przy wzburzonym morzu jak i zupełnie gładkim, a jego główną zaletą jest to, ze opór obciążenia powoduje zacięcie ryby.
Wspominałem wcześniej o cierpliwości w oczekiwaniu na podejście dorszy, gdy zaczną się brania warto maksymalnie ten czas wykorzystać. Pomoże nam przygotowany wcześniej drugi zestaw z przynętą, po wyholowaniu ryby odpinamy zestaw od przyponu strzałowego, zaczepiamy drugi zestaw i zarzucamy w łowisko. Teraz spokojnie możemy zająć się złowiona rybą i przygotować zestaw z nową przynętą, chyba że mamy kolejne branie…
                Wyposażenie dodatkowe
          Gdy mamy ochotę skosztować owoce naszej udanej wyprawy na jesienną plażę, dorsza należy wypatroszyć zaraz po złowieniu. Pozostałości najlepiej zakopać, amatorzy rybich resztek i tak je odnajdą po naszym odejściu z łowiska, a gdyby tak się nie stało to takie pozostałości bardzo nieładnie wyglądają na plaży.
        Ogrodnicza łopatka przydaje się przede wszystkim do stabilnego wkopania w piasek podpórek pod wędziska. To ważne by chronić wędzisko i kołowrotek przed upadkiem w przybrzeżny przybój, skutki takiego zdarzenia bywają dla sprzętu zabójcze.
          Bardzo ważne jest oczywiście źródło światła, łowimy w ciemności i bez tego trudno wyobrazić sobie wykonywanie jakichkolwiek czynności na stanowisku.                               
Podstawą w tym temacie będzie latarka czołowa, wystarczy zwyczajna  bez bajerów za nieduże pieniądze, byle była odporna na wilgoć plus zapasowe baterie. Dla mnie czołowa latarka jest wystarczająca w 100%, korzystam z niej umiarkowanie, podczas manipulacji przy sprzęcie lub wykonywania jakiś czynności na stanowisku. Im mniej sztucznego światła tym lepiej widać, co się dzieje wokół naszego stanowiska. Mam jeszcze mocniejszą latarkę ręczną, z niej korzystam, gdy naprawdę zachodzi taka potrzeba. Można oczywiście korzystać z oświetlenia stanowiska za pomocą lamp kempingowych, lepsze to niż ciągłe błyskanie wokół siebie jakimiś szperaczami i innymi wynalazkami jak to niektórzy czynią.                                                                                      
Dla dobrej sygnalizacji brań na szczytówki wędzisk należy przymocować świetliki. Wykorzystać można oferowane przez handlowców uchwyty do świetlików, ale najpewniejsze i bezkolizyjne jest mocowanie zwykłą, bezbarwną taśmą samoprzylepną.
         Na stanowisku przydaje się siedzisko, warto też zaopatrzyć się w jakiś wiatrochron, parasol wędkarski czy plażowy namiot. Taka osłona przed podmuchami zimnego wiatru jest nieoceniona, szczególnie wtedy, gdy wiatr zacina zimnym deszczem.         
Przed chłodem należy chronić się zabierając odpowiednią ilość ciepłej odzieży, podstawą ubioru są spodniobuty i wiatroszczelna, wodoodporna kurtka z wygodnym kapturem.
          Warto zadbać o odpowiednią ilość gorących napojów i prowiantu, kilka łyków gorącej herbaty z miodem i cytryną  rozgrzeje nawet w bardzo zimną noc, a smaczne kanapki uzupełnią utracone kalorie.

              

2 komentarze:

alainpaddy pisze...

Cod is a lovely fish !!
pad

gacek88 pisze...

Witam czy w okolicy Unieścia da rade łowić dorsze ??