19 sierpnia 2016

Okuma - nowości na ICAST 2016

                                    Śledząc informacje i recenzje z prezentacji sprzętu wędkarskiego na tegorocznym ICAST, uwagę moją zwróciły dwie nowości, które pokazała Okuma.
Chodzi o nowe kołowrotki tej firmy dedykowane do wędkarstwa morskiego oczywiście, więc są to duże, mocne maszyny.

                 Pierwszy to Okuma Mataloid Spinning Reel, jest to w zasadzie nowsza wersja modelu Azores, który debiutował chyba dwa lata temu.
Zewnętrznie prawie identyczny korpus i rotor, Metaloid jest matowo czarny, wygląd szpuli całkiem nowy.
Zmiany są wewnątrz, główne koło napędowe wykonane z kutej stali nierdzewnej 304, mechanicznie nacinane, pinion również z tejże stali 304 mechanicznie nacinany.
Koło mechanizmu oscylacji również ze stali nierdzewnej, suwak oscylacji z aluminium anodowanego.
Ciekawy jest innowacyjny sposób montażu elementów napędu i oscylacji zastosowany przez Okumę.
Tradycyjnie punkty w których osadza się części zespołu napędu i oscylacji są odlewane czy wytłoczone wraz z korpusem.
Okuma zastosowała już w modelu Azores i powtórzyła w Metaloid rozwiązanie z wkładką z materiału węglowego, którą można demontować.
Jak zapewniają, użyty materiał charakteryzuje się dużo większą sztywnością od grafitów stosowanych do budowy kołowrotków.
Rozwiązanie to wprowadzili, aby wyeliminować korozję elektrochemiczną pomiędzy aluminiowym korpusem a stalą z obudowy łożysk czy piniona po dostaniu się morskiej wody do wnętrza korpusu. Pożyjemy, zobaczymy...

Nie dostałem modelu testowego, więc zapraszam do obejrzenia fotek kołowrotka do kogoś, kto miał taką przyjemność:

Foto Okuma Metaloid

Filmy:



                                      

                    
                                   Drugi kołowrotek Okumy to model Makaira, całkowita nowość, 
dedykowana dopołowu wielkich morskich drapieżników metodą poppingu i jiggingu.

Tym modelem Okuma wchodzi czy próbuje wejść w segment rynku opanowany przez największe rozmiarowo Stelle SW i Daiwy Saltiga.


Sesja fotograficzna i pierwsze wrażenia i uwagi z forum stripersonline.com:

Foto Okuma Makaira

                              Zaciekawiła mnie Okuma, wcześniej nie brałem pod uwagę, gdyż jej kołowrotki miały problemy z układaniem plecionki, które satysfakcjonowałoby mnie przy moich metodach i moim stylu łowienia.
Teraz w nowych modelach odeszli od tego niezbyt udanego eliptycznego kółka i jest bardzo wyraźna poprawa. Trochę rzucałem z Azores i moim zdaniem z nawojem spokojnie dorównuje kołowrotkom Ryobi. A z tymi nie miałem problemów...
Ryobi raczej zatrzymało się w miejscu, nie rozwija się, powiela sprawdzone, dobre rozwiązania, ale coraz częściej w wersji bardzo ekonomicznej.
U mnie, czuję, nadchodzi czas Okumy, dam jej szansę...



18 sierpnia 2016

Atlatl

                                Atlatl to nowy projekt przynęty do połowu morskich troci z plaży.
Projekt pod łowienie w bardziej spokojnych warunkach, będzie lżejszy od "Bełta" ale również będzie daleko leciał, stąd nawiązanie do nazwy przynęty.
Będzie można prezentować przynętę na płytkiej wodzie bez obaw o to, że zaryje się w dnie.
Korpus będzie malowany w różne kombinacje barw, skuteczne na trocie w różnych warunkach klarowności wody czy nasłonecznienia, zachmurzenia.




Więcej wkrótce... 

15 kwietnia 2016

Słowińska Strzała - moja przynęta na morskie trocie

          Przynęty do łowienia troci wędrownych w morzu, metodą spinningową z plaży, to w obecnym czasie temat szeroki niemal jak samo Morze Bałtyckie. 
Każdy Łowca srebrnych ryb ma swoje ulubione, które często wiesza na końcu zestawu i które wielokrotnie sprowokowały do brania morską troć. 
 Wielu Kolegów zgromadziło pokaźne kolekcje wabików, które trudno upchnąć w wędkarskich pudełkach, a później na plaży czy stojąc po pas w wodzie, jeszcze trudniej podjąć decyzję na co dzisiaj łowić. Hmm… sam tak miałem jeszcze niedawno…

     A pamiętam początki mojej przygody z morskim spinningiem i srebrnymi trociami… 
Wtedy było bardzo skromnie, nie było w czym przebierać, krajowi dostawcy sprzętu wędkarskiego nie oferowali nic specjalnego do spinningowania w morzu, brało się coś z aktualnej oferty błystek wahadłowych, wystarczyło aby blacha była srebrna i podłużna. 
Coś tam można było podejrzeć w nielicznych reportażach ukazujących wojaże redaktorów prasy wędkarskiej na Bornholmie.
     Później już, gdy Internet stał się popularny, można było zobaczyć na blogach i forach czym łowią w „szerokim świecie”, a za pomocą ebaya i paypala stać się szczęśliwym posiadaczem tych „jedynie skutecznych” świecidełek. Ale ceny w stosunku do dochodów też hamowały żądzę posiadania owych obiektów pożądania…

     Każdy medal ma dwie strony, niemożność zaspokojenia potrzeb „za wyciągnięciem ręki” uruchamiała kreatywność w dostosowaniu tego co było „pod ręką” do swoich zastosowań. 
I tak od pierwszych wypraw na morskie trocie modyfikowałem zwykłe trampy, morsy itp., to dociążając je, to robiąc przecierki, to malując farbami. Tak powstawały ciekawe, często niepowtarzalne egzemplarze, cieszące oko wędkarza ale co najistotniejsze, również cieszące się „braniem” wśród trociowego plemienia.
     Od modyfikowania kupnych wahadłówek był tylko malutki kroczek do klepania jakiś własnych modeli. Pudełka powoli wypełniły się, pęczniały, przestawały się domykać, poza blachami doszła niezła kolekcja woblerów na morskie trocie , ale ciągle mi czegoś w tych przynętach brakowało.

     Teraz czas na słów kilka o przynęcie, którą uważam za swoją, choć inspiracje czerpałem z historii połowów troci w morzu i obserwacji pracy przynęt, które przeszły przez moje ręce.

     Pewnego mglistego popołudnia na przełomie listopada i grudnia 2009 roku na Orzechowskiej plaży zamieniłem kilka słów z @garnelą. Pod tym nickiem kryje się człowiek znany w środowisku łowców ryb łososiowatych i muszkarzy szczególnie, za trociami zjeździł wybrzeże Bałtyku tu i tam.          Wspomniał, że gdzieś w południowej Szwecji chyba, miejscowi „złoili im tyłki” łowiąc trocie na kawałek blachy miedzianej w kształcie trapezu z zaklepanym ołowiem, gdy ryby nie chciały nawet patrzeć na podrzucany im cały przekrój najskuteczniejszych wzorów sztucznych much oraz przynęt spinningowych.

     W tym czasie trochę eksperymentowałem z przynętą nazywaną „tasmańskim diabłem”. „Diabeł” w zasadzie nie nadaje się do spinningowania z plaży, jest zupełnym „nielotem”, ale ma za to pracę, której trocie nie mogą się oprzeć.
     Większość wahadłówek i woblerów z szerokiego spektrum przynęt zalecanych do morskiego spinningu, wykazuje podczas prowadzenia ruchy, które wzbudzają zainteresowanie srebrnej ryby. Ryba aktywnie żerująca atakuje je zdecydowanie, bez zastanawiania się, problemem jest skuszenie do ataku ryby, która odprowadza przynętę, od czasu do czasu lekko w nią pukając. 
     Kilka bardzo dużych srebrnych torped doszło za przynętą, aż pod samą szczytówkę mojego wędziska, w ogóle nie reagując na różne sztuczki i zmiany prędkości prowadzenia przynęty. 
Widząc te ryby prawie pod swoimi stopami, zweryfikowałem tezę, że pukanie w przynętę, to sprawka małych sztuk i postawiłem sobie za cel znalezienie, stworzenie przynęty, która okaże się skuteczna w takich sytuacjach.

     Analizując pracę wabików, którymi łowiłem, doszedłem do tego, że jest jeden rodzaj pracy, który pobudza agresję w  prawie każdej troci odprowadzającej przynętę – jest to opad przynęty z mocną rotacją wzdłuż osi podłużnej z odejściem w bok od toru prowadzenia przynęty.
     Drugą cechą, którą winna posiadać moja idealna przynęta na morskie trocie to doskonałe właściwości lotne. Czyli musiała lecieć możliwie najdalej, co istotne, w każdych warunkach pogodowych, w których jest jeszcze szansa na złowienie ryby bez narażania się na niebezpieczeństwo.
     Odpowiednia praca i możliwość jak najdalszych rzutów w jednej przynęcie, to główne idee, bez żadnych kompromisów, bo kompromisów posiadałem pełne pudła. No i miała być ręcznie robiona z tego co znajdę w warsztacie…

     Z mariażu skandynawskiej samoróbki z tasmańskim diabłem narodziła się na Środkowym Wybrzeżu „ Słowińska Strzała”. 



"Strzała" bo daleko fruwała i celnie srebrne trocie trafiała, a przymiotnik "słowińska" określa rejon wybrzeża bałtyckiego, na którym powstała i głównie łowiła.
Dla wygody, używam tylko "Strzała", pełna nazwa jest trochę długa, a skrót ma raczej pejoratywny odbiór w naszym kraju, choć ktoś już chyba tak sygnuje swoje wyroby.

     Na przełomie 2009/2010 zmajstrowałem pierwsze egzemplarze, przy okazji zimowych wypraw ze spinningiem na plażę porobiłem korekty kształtu, wagi, miejsca obciążenia. Trochę mojej pracy i energii włożyłem, to był prawdziwy handmade, blacha z odzysku ze starych rur miedzianych, ołów odlany w bukowych klockach.
     Oczywiście kilka egzemplarzy testowych „Strzały” było tylko uzupełnieniem mojego arsenału przynęt  i początkowo łowiłem nimi zamiennie z innymi  przynętami. 



     Ale co mnie bardzo cieszyło, w sezonie wiosennym 2010 r. okazały się skuteczne w wielu sytuacjach, co potwierdziło, że pierwsze złowione na nie ryby nie były zupełnie przypadkowe, a mój pomysł i założenia co do przynęty okazały się w 100% trafne. 
     Tego  mocnym dowodem była gruba srebrna troć 77 cm złowiona podczas majówki, a przygodę przedstawiłem w tym poście: Majowa Trutta.

     W sezonie 2011 „Strzała” była podstawową bronią na morskie trocie w moich pudełkach, a w 2012 już nic innego w zasadzie nie zakładałem na koniec zestawu, wszystkie inne przynęty wylądowały w pudłach rezerwowych, by ostatecznie skończyć na wędkarskich giełdach. 
     Każdy z tych sezonów to mocne kilkadziesiąt sztuk co najmniej wymiarowych troci  , wiele okazałych sztuk 70+, zwieńczone moim PB 85 cm. Przygodę z piękną srebrną torpedą przedstawiłem w tym poście: Marcowa Trutta

     Na początku nie afiszowałem się z tą moją przynętą, gdy okazała się skuteczna nawet trochę jak „cudowną broń” ją traktowałem.  
Później pojedyncze egzemplarze trafiły do kilku kolegów, choć bez specjalnej reklamy jej skuteczności. I chyba spoczywają gdzieś na dnie pudełek z przynętami bo specjalnego odzewu nie było. 
Cieplejsze przyjęcie było ze strony znajomych łowców morskich troci ze Skandynawii i Niemiec, Ci szybko wykorzystali prezenty, które otrzymali.
     W zasadzie Kolegom nie dziwię się, „Strzała” po prostu „nie wygląda” lub inaczej mówiąc, wygląda nijako na tle obecnych trociowych przynęt. 
To kawałek blachy miedzianej z kawałkiem ołowiu, pomazane cyną, po kilku zamoczeniach w morskiej wodzie traci połysk. 
Pierwsze egzemplarze nie były nawet malowane, najwyżej troszkę brokatu na super glue dostawały, a jak zaczęły łowić ryby to już takie zostały.
     Egzemplarze robione obecnie już "wyglądają", ba nawet mają malowanie w szerokiej palecie barw.


    Jej atutem i mocą jest praca, bardzo żywa, migotliwa podczas prowadzenia, podkreślona tym rotującym opadem, któremu trocie nie mogą się oprzeć. 



     Doskonale pracuje, zarówno na głębszej wodzie, jak i na płyciźnie nad grzbietem rewy. Włócząc się po rewach miałem okazję dokładnie przyjrzeć się organizmom, które je zamieszkują,  dlatego przynęta swą pracą doskonale imituje ruchy i zachowanie rybek dobijakowatych, które są głównym celem troci żerujących przy południowych plażach Bałtyku. 
W moich rękach przynęcie tej nie oparła się żadna troć.




     W kolejnym poście będzie jeszcze o kolejnej przynęcie, która powstała przy okazji kombinowania przy kształcie i obciążeniu „Strzały”.